3 Minuty
Francja przygotowuje się do tego, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia w nowoczesnym europejskim rządzie: odejścia od systemu Windows i budowania sektora publicznego w oparciu o europejskie technologie. To nie jest jedynie kwestia wyboru oprogramowania. Chodzi przede wszystkim o kontrolę, niezależność i rosnący niepokój dotyczący uzależnienia cyfrowej infrastruktury kontynentu od amerykańskich dostawców.
To, co zaczęło się jako lokalna zmiana w Lyonie, stało się obecnie sygnałem ogólnonarodowym. Miasto to już wcześniej zaczęło zastępować Windows i Microsoft Office systemem Linux oraz innymi darmowymi i otwartymi alternatywami. Teraz śladem tym podąża Paryż, rozszerzając działania na znacznie większą skalę − administracja państwowa zgodziła się zmniejszyć zależność od technologii określanych przez urzędników jako „pozauropejskie”.
Ciche odejście od wielkich amerykańskich firm technologicznych
Zgodnie z doniesieniami, w tym tygodniu spotkało się kilka francuskich agencji rządowych, by opowiedzieć się za strategią opartą na preferowaniu narzędzi powstałych w Unii Europejskiej. Oznacza to, że przyszłe zakupy technologiczne będą w coraz większym stopniu faworyzować lokalnych lub regionalnych dostawców zamiast oprogramowania i sprzętu związanego ze Stanami Zjednoczonymi.
Direction interministérielle du Numérique (DINUM) już ogłosiła pierwszy ważny krok: przejście komputerów rządowych z systemu Windows na systemy operacyjne oparte na Linuksie. Nie wskazano jeszcze żadnej konkretnej dystrybucji, ale kierunek jest oczywisty. Francja planuje także migrację swojej platformy danych zdrowotnych do tzw. „zaufanego rozwiązania” jeszcze przed końcem roku.
Zmiany nie ograniczają się jedynie do komputerów biurkowych. Każde ministerstwo ma przedstawić własny plan migracji do jesieni, a dokumenty te mają obejmować narzędzia do współpracy, oprogramowanie antywirusowe, systemy baz danych, usługi AI oraz urządzenia sieciowe. Innymi słowy, nie jest to gest symboliczny. To pełny audyt, który ma wykazać, jak głęboko technologia zagraniczna przenika państwowe struktury.
Minister ds. działania publicznego i budżetu David Amiel powiedział wprost: państwo nie może dłużej tylko przyznawać się do zależności. Musi się z niej wyzwolić. Według niego Francja musi ograniczyć korzystanie z amerykańskich narzędzi i odzyskać kontrolę nad własną cyfrową przyszłością. Ostrzegł, że dane, infrastruktura i strategiczne decyzje nie powinny być pozostawione w rękach zewnętrznych firm, których zasad i cen rząd nie kontroluje.
W ocenie Francji suwerenność cyfrowa nie jest już hasłem politycznym, lecz praktyczną koniecznością.
Jest to element szerszego trendu europejskiego. Dania ogłosiła w ubiegłym roku odejście od Windows i Microsoft Office, podczas gdy niemieckie Monachium poszło w przeciwną stronę po latach korzystania z Linuksa. Ten kontrast doskonale pokazuje, jak obecnie wygląda krajowa infrastruktura IT w Europie: nie ma jednego wzorca, ale coraz silniej odczuwalna jest potrzeba ograniczenia zależności od zewnętrznych dostawców i odzyskania kontroli wewnątrz kraju.
Dla Francji przekaz jest jednoznaczny. Kończy się era traktowania kluczowego oprogramowania rządowego jako neutralnego wygodnego rozwiązania. To, co nadejdzie, zapewne będzie wolniejsze, bardziej złożone oraz kosztowne. Jednak jak twierdzą francuscy urzędnicy, to cena za cyfrową niezależność.
Zostaw komentarz