Kontrowersje wokół 30-dniowej weryfikacji licencji PlayStation

Kontrowersje wokół 30-dniowej weryfikacji licencji PlayStation

Komentarze

5 Minuty

Błagania o to, żeby to była nieprawda, rozbrzmiewały wśród społeczności PlayStation, gdy gracze zaczęli zauważać potencjalne wprowadzenie 30-dniowej kontroli licencji do wybranych cyfrowych gier na PS5 i PS4.

Dla firmy, która już spotkała się z krytyką po ostatnich podwyżkach cen PlayStation 5 i PlayStation Portal, moment na taką zmianę był wyjątkowo niekorzystny. Sony od miesięcy tłumaczy wyższe ceny urządzeń rosnącymi cenami komponentów, trudnościami na rynku pamięci oraz trudniejszą sytuacją gospodarczą konsumentów. Teraz jednak uwaga przesunęła się z kwestii cen na temat własności gier, co dla wielu graczy jest wyjątkowo drażliwą sprawą.

Według doniesień, na które jako pierwszy zwrócił uwagę serwis VideoCardz, część użytkowników PlayStation zauważyła opisy sugerujące, że gry kupione cyfrowo mogą wymagać połączenia z internetem i potwierdzenia licencji przynajmniej raz na 30 dni. Jeżeli konsola nie połączy się z siecią w tym okresie, dostęp do takich gier może zostać zablokowany do czasu ponownego podłączenia.

Może się to wydawać drobnym utrudnieniem w domach o stałym dostępie do internetu. Jednak dla wielu graczy wcale tak nie jest — wystarczy pomyśleć o drugiej konsoli w domku letniskowym, wyjeździe wojskowym, słabym internecie, długich podróżach lub po prostu o osobach preferujących granie offline. Gra zakupiona na własność, która nagle zaczyna działać jak wypożyczona, sprawia, że cyfrowa własność staje się niepewna.

Widmo starego Xbox One wraca

Reakcje graczy były natychmiastowe, ponieważ wszyscy pamiętają już podobną sytuację. W 2013 roku Microsoft przedstawił plany dla Xbox One, w których kluczową rolę odgrywał obowiązek codziennego łączenia z internetem. Jeśli konsola nie połączyła się przez 24 godziny, gry przestawały działać. Ograniczenia dotyczące gier używanych wywołały jeszcze większe oburzenie, a skala krytyki zmusiła Microsoft do całkowitej rezygnacji z tych planów jeszcze przed premierą.

Sony zyskało wtedy ogromnie na tej sytuacji. Popularny filmik pokazujący łatwość dzielenia się grami na PlayStation 4 stał się symbolem jasnego stanowiska firmy w kwestii własności i dostępu. Sony zyskało reputację obrońcy prostej zasady: jeśli kupujesz grę, możesz w nią grać.

Dlatego ta nowa informacja szczególnie boli społeczność graczy. Jeżeli 30-dniowa weryfikacja licencji na PlayStation okaże się prawdziwa i zamierzona, Sony ryzykuje powtórzenie błędów, z których niegdyś sama szydziła.

Jest jednak istotna uwaga: jak wynika z doniesień, wymóg dotyczy tylko gier kupionych po marcowej aktualizacji systemu, podczas gdy starsze cyfrowe zakupy mogą nie być objęte zmianą. Ten szczegół ma znaczenie, ale nie wycisza wszystkich obaw. Coraz więcej graczy pyta, czy nie jest to początek szerszych zmian w polityce DRM PlayStation, a nie tylko pojedyncza aktualizacja techniczna.

Część użytkowników skontaktowała się już z obsługą techniczną PlayStation w celu uzyskania wyjaśnień. Krążące w sieci zrzuty ekranu sugerują, że przedstawiciele wsparcia traktują weryfikację licencji jako zamierzoną, a nie jako błąd. Mimo to rozmowy z konsultantami to nie to samo, co oficjalny komunikat firmy. Sony nie wyjaśniło jeszcze publicznie, czy nowy wymóg jest dokładny, tymczasowy, ograniczony regionalnie, czy częścią większych planów.

Póki Sony nie zabierze głosu, pojawią się spekulacje. To one napędzają tego typu afery. Wystarczy niejasny komunikat tu i odpowiedź konsultanta tam, by zaufanie do cyfrowych bibliotek zaczęło być traktowane jako rzecz umowna.

Problem w rzeczywistości wykracza poza Sony. W miarę jak gry coraz częściej odchodzą od fizycznych nośników na rzecz cyfrowych bibliotek, katalogów subskrypcyjnych, zapisów w chmurze i sklepów online, gracze stają się bardziej wyczuleni na każdą zmianę regulaminu. Nie kupują już tylko rozrywki. Kupują dostęp, który uzależniony jest od serwerów, polityk, systemów autoryzacji i decyzji korporacyjnych, mogących się zmienić po zakupie.

Dla Sony ryzyko dotyczy nie tylko rozwiązań technicznych, lecz także wizerunku marki. 30-dniowa weryfikacja online jest mniej restrykcyjna niż dawny 24-godzinny wymóg Microsoftu, ale sama zasada wystarczy, by wywołać alarm wśród graczy. Użytkownicy PlayStation nie chcą obawiać się, czy ich gry dla jednego gracza na własnej konsoli będą działać po miesiącu offline.

Jeśli Sony oficjalnie potwierdzi tę funkcję DRM, firma musi liczyć się z ostrym sprzeciwem posiadaczy PlayStation, którzy dobrze pamiętają, jak skończyła się ostatnia próba ograniczenia wolności graczy przez producenta konsol.

Zostaw komentarz

Komentarze