Siła pochodzenia: Jak firmy z Wilna zdobywają świat

Siła pochodzenia: Jak firmy z Wilna zdobywają świat

Komentarze

10 Minuty

Pochodzenie jako przewaga strategiczna: piąta edycja Going Global w Rockit Vilnius

Piąta edycja Going Global w Rockit Vilnius rozpoczęła się od niezwykle pragmatycznej deklaracji: historia skąd pochodzi firma, nie jest jedynie przypisem, lecz potężnym narzędziem biznesowym. To nie marketingowy detal, ale operacyjny atut. Dla litewskich firm – zwłaszcza tych rozwijających się w Wilnie – ta idea przestała być tylko aspiracją, a stała się wymiernym trendem widocznym również na arenie międzynarodowej.

Panel zatytułowany „Made in Vilnius: Jak wykorzystać pochodzenie w biznesie” zgromadził przedstawicieli firm działających już na rynkach zagranicznych:
Laura Tyrylytė, dyrektorka PR w Nord Security;
Juozas Nainys, CEO i współzałożyciel Atrandi Biosciences;
Virgilijus Kupinas, dyrektor marketingu w BIOCITY;
a moderację poprowadziła Lukrecija Giedraitytė, dziennikarka biznesowa Delfi.

W ciągu tej godziny nie powstał poradnik sukcesu, a raczej szczera analiza, jak istotne są pochodzenie, tożsamość i geografia — czasem dyskretnie, czasem bardzo dosłownie — gdy firma próbuje skalować się globalnie.

Wilno — globalna ambicja zaczyna się lokalnie

Założenia Rockit: globalne ambicje rodzą się w małych miastach

Wprowadzenie Rockit podkreśliło: rozwój na skalę globalną nie jest już dla litewskich startupów opcją, lecz koniecznością. Ekosystem wykracza poza fazę początkową, wchodząc w drugą i trzecią falę dynamicznego wzrostu. Organizatorzy podkreślili, że wiele firm nastawionych na światowy rynek startuje właśnie w kompaktowych miastach, gdzie bliskość przekłada się na efektywność, a koncentracja talentów daje przewagi trudne do powielenia. Wilno – małe, skondensowane, intuicyjnie zorganizowane – wpisuje się w ten wzorzec idealnie.

Moderacja postawiła podstawowe pytanie bardzo wprost:
Czy jeśli firma powstaje w Wilnie, świat to zauważa? I czy można przekuć to w przewagę?

Nord Security: od ukrywania pochodzenia do jego świadomego eksponowania

Historia zmian w komunikacji marki Nord Security

Laura Tyrylytė opowiedziała o ewolucji Nord Security w ciągu ponad dekady. Gdy w 2012 roku wystartował NordVPN, litewska scena startupowa praktycznie nie istniała, a międzynarodowe media rzadko kojarzyły kraj nad Bałtykiem z IT czy cyberbezpieczeństwem. Firma niemal całkowicie koncentrowała się w tym okresie na wartości produktu i technologicznej perfekcji.

Narracja dotycząca pochodzenia firmy była w zasadzie pomijana – nie negowana, lecz bez znaczenia dla odbiorców globalnych.

Przełom nastąpił, gdy Nord Security stał się w 2022 roku drugim jednorożcem (unicornem) zza wschodniej granicy UE. Wtedy pojawiło się pytanie: czy są już „światowym producentem technologii, który przez przypadek wywodzi się z Wilna”, czy też właśnie korzenie litewskie powinny być istotnym składnikiem tożsamości? Choć założyciele nigdy nie ukrywali swojego pochodzenia, całościowa strategia komunikacyjna firmy długo tego nie odzwierciedlała.

Tyrylytė podkreślała, że zespół dostrzegł zmiany w globalnych trendach:
nowe pokolenia wybierają marki autentyczne, szczere, otwarte na własną historię.
Ukrywanie pochodzenia stało się nie tylko zbędne, ale wręcz sztuczne.

Bezpieczeństwo cyfrowe a wizerunek Litwy

Długotrwały nacisk Litwy na bezpieczeństwo, ochronę prywatności i nowoczesną infrastrukturę cyfrową idealnie harmonizował z misją Nord Security. Firma zaczęła coraz częściej wykorzystywać frazę „Made in Vilnius” w komunikacji – nie jako gest patriotyczny, lecz jako element rzetelnej narracji: produkty powstające w kraju posiadającym głębokie kompetencje w cyberbezpieczeństwie i edukacji IT.

Tyrylytė wspomina, jak trudno było dawniej rozmawiać z zagranicznymi dziennikarzami. W USA nazwa „Litwa” wywoływała często zdziwienie. Pandemia COVID-19 zmieniła ten obraz – kraj zyskał uznanie za sprawne zarządzanie kryzysem, cyfrowe państwo i silny głos polityczny w regionie. Nazwa stała się rozpoznawalna, a niektórzy zaczęli kojarzyć Litwę z innowacyjnością.

Skutkowało to wymiernymi korzyściami: media coraz chętniej odwiedzały siedzibę firmy w Wilnie, nie trzeba było tłumaczyć wyboru lokalizacji. Jednocześnie środowisko zaskakiwało: laboratoria laserowe, startupy fintech, instytuty badawcze deep tech — wszystko w zasięgu kilku ulic. Sama przestrzeń – kompaktowa i wyspecjalizowana – budowała zupełnie nowy wizerunek.

Atrandi Biosciences: rebranding dla autentyczności

Zmiana nazwy jako zwrot w komunikacji międzynarodowej

W przypadku Atrandi Biosciences narracja związana z pochodzeniem nabrała znaczenia dopiero wskutek przełomu. CEO Juozas Nainys wyjaśnił, że firma zaczęła działalność jako Droplet. Wybór tej nazwy uzasadniano prostotą i łatwością wymowy dla odbiorców z Zachodu – litewskie nazwy mogą wydawać się im obce. Zespół sądził, że neutralna marka zmniejszy barierę wejścia na rynki międzynarodowe.

Z czasem jednak, wraz z rozwojem produktów i ekspansją kapitałową, nazwa przestała odzwierciedlać historię firmy. Podczas współpracy z amerykańską agencją brandingową spodziewano się nowoczesnej, anglosaskiej tożsamości. Jednak doradcy zwrócili uwagę na autentyczność: „nie ukrywajcie pochodzenia – wykorzystajcie je!”

Obecna nazwa, Atrandi, wywodzi się od litewskiego słowa „odkryć”. Współzałożyciele firmy – absolwenci Harvardu, Columbia University czy Oxfordu, którzy wrócili do kraju – uznali, że budowa wartości globalnej w Wilnie wpisuje się w naturalny potencjał regionu. Litwa stała się centrum nauk o życiu, biologii molekularnej i mikroprzepływów. Przewagę dawały silne kadry, konkurencyjne koszty oraz dobrze rozwinięta infrastruktura badawcza.

Inwestorzy z USA i wiarygodność naukowa

Amerykańscy inwestorzy przyjeżdżali do Wilna z obawami – nie wiedzieli, czego spodziewać się po litewskiej biotechnologii. Przekonania zmieniały się natychmiast po wizycie na miejscu: trafiali do solidnej wspólnoty o wysokich standardach technicznych, gdzie efekty pracy wyprzedzały stereotypy.

Nainys podkreślił, że w nauce liczy się nie geografia, lecz rezultat i wiarygodność. Gdy na rynku pojawiły się pierwsze publikacje wykorzystujące instrumenty Atrandi, a partnerzy zaczęli polegać na sprzęcie z Wilna, lokalizacja nabrała wartości – już nie jako wyzwanie, lecz wyróżnik.

BIOCITY – miasto jako element oferty

Bioinnowacje i siła lokalnej społeczności naukowej

BIOCITY różni się od poprzednich firm – to nie startup, lecz szybko rozwijający się klaster biotechnologiczny oraz projekt infrastrukturalny. Jak zauważył Virgilijus Kupinas, dla BIOCITY Wilno to już nie tylko miejsce pochodzenia, ale zasadniczy walor konkurencyjny.

Kupinas zwrócił uwagę, że światowe centra biotechnologii koncentrują się w takich metropoliach jak Boston, Londyn, Kopenhaga czy Singapur. Aby dorównać takim ekosystemom, nie wystarczy atrakcyjny branding. Trzeba pokazać, że Wilno oferuje coś, czego brakuje wielkim miastom: zaangażowaną społeczność naukowców pracujących we współpracy, a nie tylko jako „pracownicy” dużych firm.

Model prezentacji – zaprosić zamiast przekonywać

BIOCITY stosuje prostą strategię: zamiast przekonywać inwestorów za pomocą slajdów czy prezentacji online, zapraszają ich do Wilna. Efekt jest natychmiastowy. Wystarczy poznać lokalnych naukowców, inżynierów i liderów badań, by zrozumieć ich kompetencje i przełamać stereotypy. Merytoryczna prezentacja zastępuje kwestię pochodzenia.

Kupinas zaznaczył, że sukces litewskiego sektora biotech nie jest nowością. Od ponad czterech dekad Litwa rozwija kompetencje w biologii molekularnej, od Instytutu Entomologii w 1975 roku po wiodące dzisiaj laboratoria inżynierii genetycznej. Specjalizacja w zakresie enzymów restrykcyjnych pozwoliła zbudować mocne fundamenty współczesnych firm sektora life sciences.

To historyczne zaplecze daje takim firmom jak Atrandi i klastrom jak BIOCITY przewagę: silną naukę i dziesiątki lat know-how instytucjonalnego. Niewiele małych państw może się tym pochwalić.

Paradoks małego kraju: czy Litwa ogranicza dostęp do rynków?

Pytania o wiarygodność ekosystemu litewskiego

Moderator zadał pytanie znane młodym ekosystemom: czy firma z kraju liczącego niespełna trzy miliony mieszkańców jest traktowana poważnie?

Odpowiedzi praktyków i kontekst regionalny

Nainys odpowiadał spokojnie: Litwa jest niewielka, ale jej ekosystem naukowy wchodzi w skład większego regionu nordycko-bałtyckiego, korzystającego z globalnej sieci talentów. Dla Atrandi pochodzenie nigdy nie było barierą w pozyskiwaniu inwestycji – wręcz przeciwnie, inwestorzy podkreślali efektywność oraz kompetencje lokalnego zespołu.

Kupinas dodał kontekst: choć globalne firmy jak Thermo Fisher czy TEVA są obecne na Litwie od lat, długo brakowało inwestycji typu venture na wczesnym etapie rozwoju biotechnologii. Ostatnie lata zwiastują jednak rewolucję: większe rundy finansowania, międzynarodowe fundusze i coraz liczniejsze wizyty partnerów szukających nie tylko inspiracji, ale realnych okazji do rozwoju.

Moderacja zauważyła, że wraz ze wzrostem rozpoznawalności Litwy coraz więcej dziennikarzy i inwestorów rzeczywiście chce odwiedzić Wilno – jeszcze dekadę temu nie do pomyślenia.

Widoczna zmiana globalnej tożsamości

Nowy wizerunek Litwy na innowacyjnej mapie Europy

Wszyscy prelegenci zgodzili się, że reputacja Litwy przeszła wyraźną transformację na przestrzeni lat. Jeszcze niedawno była „białą plamą” na mapie Europy. Dopiero polityczna przewidywalność, zaawansowana infrastruktura technologiczna i rozwój młodych firm technologicznych stały się katalizatorem nowych skojarzeń z innowacyjnością.

Dla takich firm jak Nord Security oznacza to obecnie, że przed wywiadami zagraniczni dziennikarze nie potrzebują już długich wyjaśnień „gdzie to jest Wilno?”. Dla Atrandi – że klienci traktują produkty jako część globalnego ekosystemu life science. BIOCITY natomiast konstruuje przekaz, w którym Wilno to dowód wysokich kompetencji – skondensowany ekosystem dla błyskawicznej współpracy i innowacji.

Każda z firm wyprowadziła ten sam wniosek z nieco innej perspektywy:
pochodzenie staje się przewagą, jeśli potrafisz je świadomie zakomunikować, zamiast się go wstydzić.

Cichy konsensus panelistów

Choć przedstawiciele każdej firmy operują w różnych branżach – cyberbezpieczeństwo, narzędzia biotech, bioprodukcja – ich praktyka jest zbieżna:

  • Wilno jest małe, ale nie peryferyjne
  • Skala miasta to atut funkcjonalny
  • Potencjał talentów widać w wynikach
  • Reputacja ekosystemu szybko rośnie

To najważniejsze: firmy globalne nie muszą już rozmywać czy ukrywać tożsamości litewskiej. Położenie geograficzne staje się integralną częścią narracji o wiarygodności, stabilności i głębokiej ekspertyzie.

Po panelu – przyszłość „Made in Vilnius”

Na zakończenie moderator zwrócił uwagę, że istotna jest nie tyle marketingowa wartość pochodzenia, ile jego wpływ strukturalny: jak miejsce kształtuje zespół, kulturę pracy, tempo iteracji i podejście do rozwiązywania problemów. Przedstawione przykłady firm są najlepszym dowodem na to, że „Made in Vilnius” to obecnie nie tylko etykieta – lecz realny zasób strategiczny w globalnym biznesie technologicznym oraz biotech.

Jeśli świat będzie odkrywał Litwę w takim tempie jak ostatnio inwestorzy i dziennikarze, rola Wilna na innowacyjnej mapie Europy może wkrótce znacznie przekroczyć rozmiar samego miasta.

Źródło: smarti

Zostaw komentarz

Komentarze