4 Minuty
Podatek od smartfonów, znany jako opłata reprograficzna, ponownie budzi kontrowersje, mimo że nowe przepisy jeszcze nie weszły w życie. Wysocy przedstawiciele twórców i producentów skierowali list otwarty do minister kultury Marty Cienkowskiej, w którym domagają się pilnej nowelizacji rozporządzenia i jasnego przekazania podziału opłat sprawdzonym organizacjom.
Kto podpisał apel i co za tym stoi dla polskiego rynku
Pod dokumentem podpisali się prezesi i dyrektorzy 19 organizacji kultury, m.in. Polska Gildia Reżyserów Polskich, Izba Wydawców Prasy, Polska Izba Książki, Związek Producentów Audio-Video oraz Związek Kompozytorów Polskich. Zauważono, że Polska od kilkunastu lat nie zaktualizowała listy urządzeń służących do kopiowania utworów ani nośników do utrwalania ich w ramach użytku osobistego.
Znaczenie kultury dla gospodarki i bezpieczeństwa
Autorzy listu pozytywnie oceniają projekt MKiDN, podkreślając rolę branży kulturalnej w kultywowaniu narodowej tożsamości i w ochronie przed dezinformacją. Sektor generuje około 4% PKB i zatrudnia ponad 300 tys. osób. Zdaniem sygnatariuszy inwestycje w kulturę to nie tylko deklaracja, lecz strategiczny krok rozwojowy państwa, dlatego wskazują na pilną aktualizację rozporządzenia. W ich opinii środki z opłaty reprograficznej powinny trafić do twórców i producentów, a dzięki mechanizmowi solidarnościowemu nie obciążać budżetu państwa.

Co to jest opłata reprograficzna?
Opłata reprograficzna to wynagrodzenie dla twórców za kopiowanie ich utworów na potrzeby użytkowników. Do 2008 roku lista urządzeń była przestarzała i obejmowała sprzęt jak odtwarzacze kaset video, nagrywarki DVD czy faksy. W projekcie MKiDN lista została zaktualizowana i rozszerzona o nowe kategorie, w tym telewizory i telefony komórkowe, co doprowadziło do potocznego nazewnictwa „podatku od smartfonów”. Od 1 stycznia 2026 r. wchodzi nowe rozporządzenie: 1% opłaty dla smartphone’ów i tabletów o pojemności 32 GB i więcej, komputerów, telewizorów z wbudowaną pamięcią, dysków twardych i kart pamięci; dla pozostałych urządzeń maksymalnie 2%. Szacuje się, że wpływy z tej opłaty mogą sięgnąć 150–200 mln zł, a ministerstwo zapewnia, że nie obciążą klientów.
Jakie będą konsekwencje dla polskiego rynku?
Środki z opłaty reprograficznej mają wspierać twórców i producentów, a dzięki mechanizmowi solidarnościowemu – nie obciążać budżetu państwa. Sektor kultury podkreśla konieczność przejrzystego inkasa i repartycji, które powinny opierać się na rzetelnych danych rynkowych. Dla polskich konsumentów to sygnał o możliwych kosztach związanych z zakupem nowoczesnych urządzeń, choć ministerstwo zapewnia, że wpływy nie będą przerzucane na klientów.

Porównanie z rynkami bałtyckimi
W kontekście regionu bałtyckiego obserwuje się różne podejścia do finansowania twórców i ochrony praw autorskich. Warto śledzić działania Litwy i litewskiego rynku, określanej w lokalnych mediach jako Lietuvos rinka, aby zrozumieć, jak podobne instrumenty wpływają na ceny urządzeń oraz na dostępność usług kausowych. Dla mieszkańców Litwy (lietuviai) rozmowy o transparentnym podziale opłat mają również duże znaczenie. Z kolei w miastach takich jak Vilnius (Vilniuje) i Kaunas (Kaune) pojawiają się różne modele rozdziału wpływów i kontrole wydatkowania funduszy na kulturę.
Co to oznacza dla polskich konsumentów i firm?
Dla polskich firm technologicznych i detalistów to sygnał, że regulacje dotyczące praw autorskich i ich finansowania będą odgrywać coraz większą rolę w kosztach sprzętu. Konsumenci powinni oczekiwać większej transparentności i skutecznego monitorowania przepływu środków, co przekłada się na lepszą alokację środków w dziedzinie kultury — muzyki, filmu, literatury i gier. W dłuższej perspektywie może to wpłynąć na strategie cenowe, oferty gwarancyjne i rozwój usług cyfrowych w Polsce oraz w regionie, w tym w kontekście zysków i wydatków na infrastrukturę sieciową.
Źródło: bankier
Zostaw komentarz